Będzie dobrze, ale czy na pewno? cz.I.


Jak pewnie niektórzy z Was wiedzą na początku grudnia (już) poprzedniego roku podczas badania USG piersi wykryli mi guza.
Wiadomo, że takie wieści zazwyczaj rozchodzą się niezwykle szybko wśród rodziny i znajomych, a ja to nawet jeszcze przyspieszyłam, bo bez skrępowania pisałam w internecie na ten temat.

Zaowocowało to próbami pocieszania mnie, które niekoniecznie odniosły oczekiwany efekt.


Co słyszałam najczęściej?


1. "Nie martw się" / "Nie przejmuj się"
2. "Będzie dobrze"
3. "Nie myśl o tym"
4. "Musisz myśleć pozytywnie"
5. "Najważniejsze jest dobre nastawienie"


No to zaczynamy tradycyjne od punktu 1.

"Nie martw się / "Nie przejmuj się"

Te dwa komunikaty umieściłam razem, ponieważ są używane zamiennie. I niestety bardzo często.
Rozumiem, że chcecie dobrze mówiąc właśnie te słowa, jednak ostatecznie mają one następujące znaczenie:
"Twój problem nie jest ważny, są gorsze rzeczy na świecie, a ja mam dosyć swoich kłopotów i nie mam czasu zajmować się jeszcze tobą".
Właśnie w ten sposób ludzie obniżają wartość mnie samej i mojego problemu.


"Będzie dobrze"

Za każdym razem, gdy to słyszałam, to miałam ochotę zapytać: "Tak, a skąd to wiesz skoro ja nawet tego nie wiem?"
Kochani nowotwór (w zależności od rodzaju i stopnia) może być chorobą prowadząca nawet do śmierci.
To z pewnością nie jest optymistyczny scenariusz.
Dlaczego więc mówimy "będzie dobrze" do chorego?
Dlatego, że nie umiemy go inaczej pocieszyć i mówimy to co sami chcielibyśmy żeby się stało (a nie koniecznie się stanie, bo choroba może mieć przecież różny przebieg).
Uwierzcie mi, że lepiej w tej sytuacji nie powiedzieć nic niż użyć takiego komunikatu.
Dla chorych jest on bardzo denerwujący.


"Nie myśl o tym"

Naprawdę? Być może jestem chora na raka, chorobę, która może zmienić moje życie o 180 stopni (a nawet go pozbawić), której leczenie będzie miało mnóstwo bardzo nieprzyjemnych powikłań i ja mam o tym NIE MYŚLEĆ??
O nie...
Naprawdę rozumiem dobre intencje, ale ten komunikat zawsze powoduje we mnie okropną złość.
Otóż chory ma prawo o tym myśleć (uwierzcie, że nie da się tego nie robić), ma prawo płakać i przeżywać różne inne emocje, ma prawo o tym mówić.
Bliscy mają w tym momencie kilka zadań do wykonania:
- być blisko chorego (ale nie narzucać się, jeśli chce być sam)
- zaoferować swoją pomoc
- dać się wygadać, wypłakać, wykrzyczeć itp (jeśli chory tego potrzebuje).


"Musisz myśleć pozytywnie"

No nie błagam. Nic nie muszę. Dlaczego miałabym to robić, skoro w głowie mam same najgorsze scenariusze?
Po prostu w takich okolicznościach NIE DA SIĘ myśleć pozytywnie.
Tak jak pisałam w poprzednim podpunkcie.
Chory ma prawo do wyrażania swoich emocji, ma prawo do mówienia o przyszłości w czarnych barwach.
Warto wtedy zaproponować mu rozmowę z lekarzem. Niech specjalista przedstawi plan leczenia i rokowania na przyszłość.
Można także udać się na wizytę u psychologa lub psychoonkologa.
Te osoby pomogą choremu pogodzić się z obecną sytuacją.


"Najważniejsze jest dobre nastawienie"

To coś nowego. Ja zawsze myślałam, że w leczeniu nowotworu najważniejszy jest dobry plan leczenia i konsekwentne realizowanie go (oraz ewentualne modyfikacje).
No cóż okazuje się, że mało wiem.
Przecież samym pozytywnym nastawieniem można wyleczyć się ze wszystkich chorób.
Oczywiście powiedziałam to ironicznie.
Kochani pozytywne nastawienie jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze.
Owszem łatwiej idzie całe leczenie, gdy pacjent ma dobre nastawienie, gdy współpracuje ze specjalistami i ma siłę do walki, ale jednak najważniejszy jest dobry plan leczenia i jego realizacja. Pamiętajcie o tym.

Wspomnę o jeszcze jednej sprawie

Tak jak już wcześniej napisałam absolutnie nie należy się narzucać.
Dla przykładu przedstawię Wam moja dzisiejszą sytuację.

Czekam na wyniki biopsji. Nie ma ich jeszcze, chociaż powinny już być.
Wiadomo były święta, dni wolne i wszystko automatycznie się przedłuża.
Jednak w dniu dzisiejszym otrzymałam mnóstwo pytań pt: "Masz już wyniki? Jak to jeszcze ich nie ma?"
No nie ma, mnie też to denerwuje, ale nie mam na to wpływu.
Natomiast, gdy przestałam odbierać tel i odpisywać na wiadomości, to otrzymałam kilka telefonów na raz i SMS-y z prośbą o kontakt.
Denerwuje mnie takie zachowanie, bo próbuje zająć się czymś innym, zapomnieć chociaż na chwilę, a te pytania przypominają mi o tym, że wyników jeszcze nie ma i sprawiają, że od nowa zaczynam się denerwować z tego powodu.


Zainteresowanych proszę - poczekajcie trochę. Jak będę coś wiedziała i ułożę sobie to w głowie, to sama się odezwę i wszystko powiem.